Galeria wydarzeń

Wikingowy dzień dziecka

Pierwsze przedszkolaki, które pojawiły się w parku przy ul. Marynarki Polskiej, wręcz oniemiały z wrażenia. W parku stał prawdziwy drakkar, otoczony przez dzielnych wojów!

Najdzielniejsi od razu rzucili się w wir zabawy z wikingami. Nudzić się nie mógł nikt.

Dzieci robiły sobie na twarzach malunki z nordyckich baśni i podań, tańczyły, a w chwilach odpoczynku z zapartym tchem słuchały historii wikingów. Krótkie chwile wytchnienia wykorzystywał jednak lodowy gigant, który uparł się, by straszyć dzielne maluchy akurat wtedy! Na szczęście przewidzieliśmy to i każdy mały wojownik został wyposażony w niezbędne wikingowi atrybuty - miecz i tarczę!

Odpieranie ataków olbrzyma okazało się na tyle wesołym zajęciem, że po chwili to on musiał zwiewać przed zaciętą gromadą uzbrojonych w balonowe miecze dzieci. Były pokazy walki wikingów, były tańce i dowcipy, latające mydlane bańki i balony, były salwy śmiechu maluchów.

Po ataku na Ustkę, wikingowie nie spoczęli jednak na laurach. Kilka dni później, w niedzielę 4 czerwca, mimo padającego od świtu deszczu, rozbili swój obóz w parku przy al. H. Sienkiewicza. Nie tylko oni! Lokalni słowianie, Wilce - również.

Szybko okazało się, że lejące się z nieba strugi kompletnie nie przeszkadzają ani wikingom, ani.. dzieciom. Można było powalczyć z wojownikami, spróbować przerwać mur tarcz, postrzelać z łuku i porzucać do celu oszczepem lub toporem. Deszcz nie przeszkodził też wikingom w rozpaleniu ognia, przy którym można się było ogrzać i upiec kiełbaskę. Oczywiście był też drakkar, balony, bańki i nie znikające z twarzy uśmiechy. Maluchy plotły też wieńce, próbowali też uwolnić się dybów.

Wikingowie odpłynęli już w kierunku swoich fiordów. Czy to ostatni raz, kiedy spotkaliśmy się z nimi w tym sezonie? Czas pokaże. Pozostańcie gotowi!


Starsze posty